- Czyli teraz spieszysz się, aby zdążyć na zachód słońca?
- Aha.
Wiedziałem, gdzie chcę być. Na szczęście jazda z dozwoloną prędkością dała margines kilku minut. Tabliczka z nazwą miejscowości, redukcja, oczy dookoła głowy w poszukiwaniu miejsca do bezpiecznego zaparkowania. Pogoda nam sprzyjała, deszcz i wiatr ustały, a na niebie wciąż trwał niezwykły spektakl.
Udało się skręcić w boczną, utwardzoną drogę. Później będę się zastanawiał, jak odwrócę pojazd i wyjadę. Teraz to nie jest ważne. Przede mną ukazała się formacja chmur, przykrywająca połowicznie zachodzącą, pomarańczową gwiazdę. Wszedłem wyżej, wybrałem obiektyw, tryb i scenerię...
i poszło.
Rzadko mam dylemat, co wybrać. Do tego stopnia, że od rana zarzucałem kilka osób pytaniami, która wizja jest lepsza.
Wizja, bo oba zdjęcia są tak samo prawdziwe i w taki sam sposób oddają to, co tam było, co widziałem. Bo jeśli zdejmę okulary, to, jako osoba z wadą wzroku, będę widział świat bardziej czy mniej realistycznie? Czy jeżeli zrobiłbym zdjęcie czarno-białe, to jak bardzo przekłamałbym rzeczywistość?
Te dwa zdjęcia różni podejście w postprodukcji. W jednym przypadku postawiłem na minimalizm, uwypuklając kolorowość zachodu, coś jak widoki z "Króla Lwa". Za drugim razem postanowiłem ukazać wielość palety kolorystycznej oraz strukturę chmur, aczkolwiek drzewa z lewej dzielnie się broniły przed koloryzacją.
A zatem... które Wam się bardziej podoba i dlaczego?
1.
2.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz