Prawdę mówiąc liczyłem na taki widok. Problemem nie było to, czy będzie i czy zobaczę, tylko jak ja to uwiecznię. Czy będę w stanie oddać to, co tak naprawdę było wtedy wokół mnie. Słońce wstawało tworząc swój spektakl. Tymczasem natura, pośród drzew i nad trawami, ukazywała swoje piękno, tak ulotne, zależne od dokładnego połączenia chwili, miejsca i warunków atmosferycznych.
Nie byłbym sobą, gdybym w tamtej chwili nie pomyślał, że jednak dobrze się stało, że ta sama natura obdarzyła mnie zezem rozbieżnym; byłem w stanie widzieć jednocześnie kilka interesujących fragmentów polany i metodycznie, jeden po drugim, wybierać cel.
Snajper na polowaniu, z kalkulatorem...
ciąg dalszy nastąpi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz