czwartek, 22 października 2020

Kamieniec by night

 Co to była za noc!


Wybrałem się, bo niebo było bezchmurne. Bo żona powiedziała, że "jakie gwiazdy na niebie".
W ogóle to zrobiłem to tak: najpierw przejażdżka, rekonesans, wybadanie, sprawdzenie terenu. Pomógł mi bardzo fakt, że wybrałem drogę, którą codziennie jeżdżę do pracy i nieraz spoglądałem na boki w poszukiwaniu ciekawych miejsc. Nie jechałem jednak późnym wieczorem, a to wiele zmienia. Wszystko inaczej wygląda, inaczej się układa. Światło, kształty, cienie, szczegóły, ogólny obraz.


Dojechałem najpierw tam, gdzie poczyniłem nocne selfie (jest na blogu, poszukajcie). Wiedziałem, że jednym z kolejnych przystanków będzie zamek w Kamieńcu.
Z nim to w ogóle wyszła śmieszna historia. Jak się domyślacie, zdjęcia nocne najlepiej robić
ze statywem. I ja go miałem. Co z tego jednak, skoro teren jest ogrodzony, a pionowe szczebelki będą jednak widoczne.
Jest problem, szukamy rozwiązania - powtarzam dzieciom.

... kiedy więc przekładałem telefon zamontowany na statywie przez szczebelki bramy wejściowej, zamkniętej na kłódkę z łańcuchem, to tak naprawdę modliłem się o trzy rzeczy:
- żeby kalkulator nie wypiął się z uchwytu, bo ogrodzenie wysokie jest
- żeby statyw, na skutek mojej nieuwagi, nie przewrócił się w przód, bo... płot
- żeby terenu nie strzegły jakieś dobermany, bo one są i silne, i ciche, a ręce się przydadzą podczas powrotu samochodem do domu.

Staliśmy więc, bo obu stronach ogrodzenia. On naświetlał, ja pilnowałem i sprawdzałem, czy wszystko jest ok. Zrobiliśmy swoje, wróciliśmy do siebie (obaj w jednym kawałku) i pojechaliśmy dalej.

A jeśli zapytacie mnie, co się wydarzyło na zdjęciu po lewej stronie, to chyba nie będę umiał odpowiedzieć na pytanie. Było na terenie pałacowym dość silne źródło światła, być może to ono. Liścia nie było żadnego na obiektywach kalkulatora... No zagadka, jednak z premedytacją
nie zamierzam tuszować sprawy.
Jest, to jest. Uroku dodaje.


PS. Nie, nie dokładałem gwiazd.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz