Miejsce poświęcone zdjęciom wykonanym telefonem komórkowym. Jeśli trafiłeś tu, bo masz smartfona i czasem zrobisz jakieś zdjęcie, to miejsce jest dla Ciebie! Zobaczysz moje zdjęcia, poczytasz i dowiesz się, co można poprawić, aby dla siebie samego robić jeszcze zdjęcia własnym #kalkulatorem Zapraszam!
piątek, 23 października 2020
stacja kosmiczna
czwartek, 22 października 2020
przypadkowe selfie i latarnia
Kamieniec by night
Co to była za noc!
Wybrałem się, bo niebo było bezchmurne. Bo żona powiedziała, że "jakie gwiazdy na niebie".
W ogóle to zrobiłem to tak: najpierw przejażdżka, rekonesans, wybadanie, sprawdzenie terenu. Pomógł mi bardzo fakt, że wybrałem drogę, którą codziennie jeżdżę do pracy i nieraz spoglądałem na boki w poszukiwaniu ciekawych miejsc. Nie jechałem jednak późnym wieczorem, a to wiele zmienia. Wszystko inaczej wygląda, inaczej się układa. Światło, kształty, cienie, szczegóły, ogólny obraz.
Dojechałem najpierw tam, gdzie poczyniłem nocne selfie (jest na blogu, poszukajcie). Wiedziałem, że jednym z kolejnych przystanków będzie zamek w Kamieńcu.
Z nim to w ogóle wyszła śmieszna historia. Jak się domyślacie, zdjęcia nocne najlepiej robić
ze statywem. I ja go miałem. Co z tego jednak, skoro teren jest ogrodzony, a pionowe szczebelki będą jednak widoczne.
Jest problem, szukamy rozwiązania - powtarzam dzieciom.
... kiedy więc przekładałem telefon zamontowany na statywie przez szczebelki bramy wejściowej, zamkniętej na kłódkę z łańcuchem, to tak naprawdę modliłem się o trzy rzeczy:
- żeby kalkulator nie wypiął się z uchwytu, bo ogrodzenie wysokie jest
- żeby statyw, na skutek mojej nieuwagi, nie przewrócił się w przód, bo... płot
- żeby terenu nie strzegły jakieś dobermany, bo one są i silne, i ciche, a ręce się przydadzą podczas powrotu samochodem do domu.
Staliśmy więc, bo obu stronach ogrodzenia. On naświetlał, ja pilnowałem i sprawdzałem, czy wszystko jest ok. Zrobiliśmy swoje, wróciliśmy do siebie (obaj w jednym kawałku) i pojechaliśmy dalej.
A jeśli zapytacie mnie, co się wydarzyło na zdjęciu po lewej stronie, to chyba nie będę umiał odpowiedzieć na pytanie. Było na terenie pałacowym dość silne źródło światła, być może to ono. Liścia nie było żadnego na obiektywach kalkulatora... No zagadka, jednak z premedytacją
nie zamierzam tuszować sprawy.
Jest, to jest. Uroku dodaje.
PS. Nie, nie dokładałem gwiazd.
środa, 21 października 2020
ciepło? zimno?
Było cicho, nie licząc delikatnego wiatru czy sporadycznie łamanych gałązek przez zwierzęta, gdzieś za plecami w lesie. Stałem, a raczej klęczałem między bramą do cmentarza a ścianą drzew. Żadnej latarni, żadnego człowieka obok, choć to ostatnie, ze względu na sytuację, była raczej dobrą okolicznością. Nie wiem, jak bym zareagował, gdyby nagle tuż obok mnie ktoś stanął...
Bezksiężycowa, gwieździsta noc i wejście do nekropolii. Gdzieś przy drodze, na prowincji, niemal w lesie. Jeżeli ktoś kiedykolwiek grał w "Heroes of Might and Magic", ten bardziej zrozumie.
Nie miałem jednak w głowie scen batalistycznych z gry. Czułem taki... ostateczny spokój. Po prostu. Myślę, że to ciekawe doświadczenie.
Dwa dni później, wieczorem i bez światła, usiadłem do tych zdjęć. Tym razem dałem szansę, od początku do końca, Lightroomowi. Okazało się, ze praca tylko i wyłącznie w tym środowisku nie zdemolowała plików. Co więcej, okazała się nawet przyjemnością i da się zauważyć subtelności, jeśli chodzi o efekt końcowy i traktowanie zdjęcia przez poszczególne narzędzia, spotykane w innych aplikacjach. Inaczej pracuje choćby ostrzenie, kontrastowanie, zarządzanie czernią czy cieniem.
Dość powiedzieć, że tak wyszło, wagowo, tylko po samym LR:
Nie mogłem się zdecydować, jaki charakter nadać temu miejscu. Postanowiłem więc zrobić to na dwa sposoby. Stąd też jest tytuł wpisu; ciepło czy zimno, jak lepiej? Które bardziej przemawia do wyobraźni?
wtorek, 20 października 2020
nie bój się zmarłych
a tak poza tym cisza, cmentarz i gwiazdy.
na małej planecie pośród gwiazd, zajęci swoimi sprawami i przemijaniem, tak krusi względem kosmicznego absolutu... a z drugiej strony czy ta przyziemność, dosłownie, nie powinna być nam bliższa? Być może właśnie teraz?
Zdjęcie to nie tylko kadr. To zapis chwili, to często opowieść, wspomnienia, a czasem pytania, które mamy w głowie albo sercu.
Stanąłem tuż za przydrożnym cmentarzem. Pogrążyłem się w ciszy, kontemplując spokój nocy
i miejsca. Było dobrze po północy, chłodno i gwieździście. Jedynymi źródłami światła były znicze oraz niebo. Nie chciałem włączać latarki w kalkulatorze, by nie psuć nastroju, a może...
dość powiedzieć, że w takich warunkach, kiedy ekran rejestruje głównie czerń, ustawienie optymalnej scenerii to tak naprawdę metoda prób i błędów. Robię zdjęcie, patrzę i na jego podstawie zmieniam położenie i ustawienia aparatu. Dosłownie po omacku.
Tu, myślę, ważna podpowiedź: proponuję robić selekcję od razu, na miejscu. Jeżeli warunki
nie są ulotne, nie jest to mecz piłki nożnej czy koncert gwiazdy, dobrze jest od razu usuwać te zdjęcia, które wyszły gorzej. Chodzi o to, że następnego dnia siedziałem i przeglądałam kilkanaście ujęć, czasem podobnych do siebie, a nie pamiętałem już za dobrze, dlaczego decydowałem się jakieś powtórzyć. Pół biedy, jeśli są to zdjęcia dzienne. Zupełnie inaczej przegląda się jednak takie, na których, bez rozjaśnienia, widać głównie ciemną powierzchnię
z kilkudziesięcioma jaśniejszymi punkcikami a uwierzcie, że twarz czy lampa, odbijana w ekranie smartfona, nie pomagają w dostrzeżeniu ważnych różnic czy niuansów. Dlatego, aby oszczędzić sobie czasu i nerwów, zalecałbym natychmiastowe oddzielanie ziaren od plew.
Sam proces poprawiania fabryki też wymaga kilku słów wyjaśnienia. Pierwsza rzecz - tryb nocny. Jest świetny w swoich algorytmach, ale nie w przypadku zdjęć pozamiejskich, bez latarni, domów, samochodów czy neonów. Po prostu wpuszcza za mało światła i jest ciemno. Poza tym, w przypadku mojego kalkulatora, tryb nocny zapisuje zdjęcie jako .jpg, a w tym przypadku będziemy potrzebować jak najwięcej informacji zapisanych w pliku. Tu walka jest o każdy bajt danych.
Na marginesie - jeżeli macie smartfon z kilkoma obiektywami, to może się okazać, że tryb ręczny będzie działał tylko z jednym, podstawowym. Tak jest w moim przypadku. To może rodzić konsekwencje takie, że raw i kroczący z nim jpg będą miały różne proporcje. Już tłumaczę: ustawiłem domyślnie, dla zdjęć "normalnych", rozmiar kadru maksymalny, obejmujący cały ekran kalkulatora (spektakularny efekt, kiedy obraz wręcz wylewa się z telefonu, polecam). Niestety, RAW jest rejestrowany u mnie w proporcji 3:4. To oznacza, że całe misterne kadrowanie, ustawianie się z pietyzmem... no na nic, bo w podglądzie i przy wykonywaniu ujęcia widzę obraz .jpg, zaś RAW będzie miał inne proporcje, będzie ucięty z dłuższego boku. Nauczony więc doświadczeniem ustawiłem takie same proporcje.
Kolejna sprawa to właśnie wyciąganie ze zdjęcia jak najwięcej. Miejmy na uwadze to, że nasza matryca jest fizycznie niewielka, prawdopodobnie zdjęcie zostanie wykonane z użyciem wysokiej wartości ISO (światłoczułość), czego efektem ubocznym będzie tak zwany szum, czyli drobne ziarenka, bardzo niepożądane. Jeśli macie tryb manualny (pro), to jest duża szansa, że da się zapisywać plik jako RAW (.dng). Dzięki temu mamy możliwość wyciągnięcia wielu szczegółów
ze zdjęcia oraz poprawić je w sposób jak najmniej inwazyjny.
I tu ciekawostka. Nie wiem czemu, ale zdecydowałem się tym razem wykorzystać do obróbki podstawowej Snapspeed, zamiast Photoshopa czy Lightrooma. Wyciągnąłem, ile się dało, zapisałem, a następnie zacząłem się zastanawiać, którym programem usunę szum. Powstał,
bo plik wyjściowy był za ciemny, a po wszystkim trzeba było choć ciut wyostrzyć. Postanowiłem wykonać eksperyment i skorzystałem z obu programów do tej operacji. Porównałem potem oba pliki, zestawiłem je z RAWem oraz tym ze Snapspeeda... i sami zobaczcie.
poniedziałek, 19 października 2020
selfie wieczorową porą
niedziela, 18 października 2020
jak drzewo we mgle
krowi odpoczynek
sobota, 17 października 2020
znowu ta pajęcza robota
Tutaj też chciałem uwypuklić pajęczynę oraz krople
na tle łąki, a szczególnie samotnego drzewa. W dodatku mgła i wschodzące słońce, które tworzyło atmosferę...
Co było wyzwaniem, aby postawić jeszcze bardziej pierwszy plan na pierwszym planie?
Przeanalizujmy to patrząc tym razem od góry kadru. Od razu mówię, że jest to kolejność góra-dół, a nie według ważności. A zatem:
niebo - było jasne, wręcz niemal przepalone (słońce na wprost i ostrość na bliski obiekt), więc pomogło lekkie schłodzenie
mgła - po raz pierwszy przy zdjęciach z mgłą redukowałem ją!
trawa na łące - tu pomogło racjonalne gospodarowanie cieniami, podświetleniem i saturacją
roślinka z pajęczynką - tu trzeba było wypracować balans pomiędzy jasnością, kontrastem a ostrością, aby niteczki nie zginęły, ale też żeby naturalnie odcinały się od tła.
Być może ten kadr nie jest kanoniczny i nie każda osoba chciałaby mieć taki obraz na ścianie, ale cóż... tak natura też wygląda. I to ma swoje piękno, właśnie w takiej nieoczywistości...
piątek, 16 października 2020
objęcia sieci - znowu
Dzisiaj znów polana, znów zbliżenie i znowu pajęczyna z kroplami.
To jest właśnie taka sytuacja, że ja widzę i wiem, co chciałbym pokazać, ale...
tych "ale" będzie kilka. Porozmawiajmy więc o tym dzisiaj nieco dłużej.
Cel - pokazać roślinę, otoczoną pajęczyną i zroszoną kroplami, na tle zamglonej łąki.
Chcę to zrobić:
- ale sieć jest cienka, krople małe, a w dodatku lekko wieje,
więc ustawiam ostrość tak, by tej pajęczyny czy kropel chwycić jak najwięcej
- ale za obiektem oraz obok jest naturalny bałagan,
więc za pomocą regulacji cieni, czerni, podświetlenia, jasnych tonów oraz kontrastu odseparowuję obiekt główny od tła
- ale świeci słońce na wprost,
więc się cieszę, bo dzięki temu dostaję więcej światła, co pozwala mi utrzymać niskie ISO oraz krótszy czas naświetlania
- ale jest mgliście,
więc się cieszę i w żadnym wypadku nie ruszam suwaka do usuwania mgły.
Nie ukrywam, zastosowałem jeszcze kilka innych funkcji, jednakowoż te wymienione wyżej są kluczowe. Tu uwaga natury technicznej - mała głębia ostrości z pewnością pomoże, natomiast nie będzie remedium w przypadku mocno zatrawionej łąki. Być może przy mniejszym obiekcie byłoby zgoła inaczej, pamiętajmy jednak, że nie chodziło o makro, lecz o ukazanie czegoś na tle czegoś.
A jak wyszło? Oceńcie sami:
czwartek, 15 października 2020
sieci na tle
Tym razem postawiłem sobie za cel pokazać pajęczą sieć.
Na polanie, we mgle, ale nie w trybie makro, z odległości 5 centymetrów.
Sieć na tle tego, gdzie się znajdowała. Odseparować tak, aby była, nie zniknęła, ale żeby inne, o wiele większe obiekty, jej nie przytłaczały.
Nie było łatwo, to fakt, a matryca, dość mała jednak, kalkulatora nie pomaga.
Mam nadzieję jednak, że zamierzony efekt został osiągnięty.
wtorek, 13 października 2020
zroszona polana
piękno w niedoskonałości
To miejsce, ten czas...
i samochód przejechał.
Tak, obok jest droga i żaden zachód tego nie zmieni.
Czy to oznacza, że każda rzekoma przeszkadzajka będzie psuć nam widok?
No niekoniecznie. Nie żyjemy w bańce, w wymalowanym świecie.
Dlatego myślę, że warto czasem podejść do zdjęć z przekonaniem, że coś może niezaplanowango się wydarzyć. W tym też jest urok...
A jak to zdjęcie powstało? Skupiłem się na chmurach, ale tak, by widać było zarówno budynek, pewnie kilkudziesięcioletni, jak i nowoczesność w postaci wiatraków.
niedziela, 11 października 2020
osnuta polana
las goreje
sobota, 10 października 2020
kwiaty na tle
Wiele lat temu podziwiałem zdjęcia pewnej fotografki/fotograficzki/pani fotograf. Specjalizowała się w ukazywaniu roślin. Jej kompozycje były pięknymi opowieściami, gdzie główny bohater nieziemsko pięknie współgrał z tłem, przepięknie pomalowanym za pomocą małej głębi ostrości, rozmycia i efektu bokeh. Dodatkowo potrafiła, odpowiednim obiektywem i postprodukcją, wydobyć niesamowitą plastykę, co tylko potęgowało końcowy efekt.
Czy kalkulatorem też można choć próbować zbliżyć się do takiego poziomu? W moim przekonaniu nie tylko coraz bardziej można, ale też i trzeba. Współczesne smartfony oferują coraz więcej, zarówno jeśli chodzi o sprzęt (optyka), jak i oprogramowanie wspierające. To sprawia, że czasem różnica pomiędzy zdjęciem z lustrzanki a tym z komórki niekiedy się zaciera. Myślę, że najważniejszym, w tym przypadku, będzie czynnik ludzki. Jak staniemy, jak zrobimy, co uchwycimy i kiedy. W tym kontekście każdy z nas jest najważniejszym elementem każdego aparatu...
czwartek, 8 października 2020
jabłka jeszcze raz
Pewnie to zdjęcie, które zobaczycie niżej, mógłbym śmiało wrzucić do wczorajszego wpisu...
ale nie.
Zdarza się tak, że tę samą rzecz, zjawisko, widzimy na różne sposoby i za każdym razem wydobędziemy coś innego. Wczoraj pokazałem Wam jabłka w poziomie, czyli
idziemy szeroko.
A dzisiaj?
Pionowo, czyli wiszą, a że jest ciasno, to pewnie tak dużo, że się w kadrze nie mieszczą.
Samym tylko sposobem pokazania możemy wiele opowiedzieć i to często od nas zależy, jaka będzie narracja.










