Ale po kolei. Chcecie posłuchać?
Zazwyczaj, w przypadku zdjęć nocnych, pracuję w trybie manualnym oraz na RAWach, czyli surowych plikach. Dzięki temu mam więcej danych w pliku, co daje większe możliwości oraz daje szersze pole manewru. Tym razem skorzystałem z trybu nocnego, który zapisuje zdjęcie jako .jpg, czyli plik stratny, a w dodatku dość niskiej wagi.
Kiedy siedzę nad gwiazdami, to moim podstawowym środowiskiem jest (mobilny!) Lightroom plus ewentualne Photoshop (również na smartfonie). To zdjęcie poszło inną ścieżką. Wybrało się do stacji Snapspeed, a na koniec zaliczyło szybką, odszumiającą kąpiel w Fotoszopie.
Ta krótka, mało dramatyczna historia z księżycem w tle utwierdziła mnie w przekonaniu, że choć warto chadzać z #kalkulatorem własnymi drogami, to można czasem z nich zboczyć i doświadczyć czegoś innego,
czego i Wam, w tym nowym roku, serdecznie życzę...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz