Kiedy przenosisz się z miasta na wieś, to czujesz, że uciekasz przed pędem, przed zgiełkiem, przed hałasem. I tak się dzieje. Nie słychać klaksonów, szumu miasta, gwaru rozmów wokół miejscowej ławeczki. Kiedy siedzisz w tej swojej wymarzonej chatynce, nie dociera do ciebie
ani jeden niepożądany dźwięk.
Pozwól, że zabiorę cię na wieś, między pola, ale tak koło północy, dobrze? Wyobraź sobie, że księżyc mocno świeci, tuż nad ziemią snuje się coraz gęstsza mgła... a ty idziesz. Powoli, pomału, delektujesz się spokojem, tym bezruchem. Kontemplujesz przyrodę i harmonię...
Błąd. Zamiast tego wyobraź sobie, że faktycznie idziesz ścieżką, nawet sobie dobrze znaną,
ale nie licz na ciszę. Nie oczekuj spokoju. Pomiędzy oddechami wyłapiesz szelest, tam gdzieś
z prawej. Teraz z lewej, nieco z tyłu. Za plecami. Noc, mgła i dźwięki, których normalnie byś
się nie spodziewał. Nie wiesz, co to, więc zgadujesz. Lis? Ptak? Jakiś czas temu widziałeś bezpańskie psy, niewielka sfora, raptem kilka... ale dzikie. Może głodne.
A ty idziesz przed siebie. Pytasz siebie, czy włączyć latarkę w kalkulatorze, by ewentualnych napastników odstraszać, czy jednak iść, jak idziesz, aby światłem nie prowokować. To jest jedno z wielu pytań, które masz teraz w głowie przechodząc między lasem a polami.
Dzik? Kilka dni temu miałem z takim jednym kolizję, więc są w okolicy. Zdanie rzucone kiedyś przez miejscowego o wilkach może być faktycznie tylko plotką... na pewno?
Teraz coś słyszysz po obu stronach drogi, którą przecież tak dobrze znasz! Życie na wsi? Kontakt z naturą? Tego chciałeś?
Ale idziesz. Kalkulujesz ryzyko. Jak duża szansa jest zobaczyć zwierzę i co ono zrobi?
Czy zdążysz nacisnąć spust migawki? Idziesz, bo masz plan zrobić zdjęcie pobliskim ruinom
po spalonym jakiś czas domu. Więc brniesz, w międzyczasie przystając, rozstawiając statyw,
aby uchwycić przerażające cię teraz piękno na tle jakże spokojnego nieba. I ten księżyc... pełnia, północ... o czym myślisz?
Dochodzisz do pobliskiej drogi. Ulga? Namiastka cywilizacji, więc, były mieszczuchu, czujesz się bezpieczniej? No dobrze, niech ci będzie. Twoja głowa, twoje demony. Dwieście metrów stąd są zgliszcza, o których tak dzisiaj marzyłeś. Śmiało, asfalt nie pogryzie. Krok za krokiem, jesteś coraz bliżej celu dzisiejszej nocy.
Aha... kilka psów się rozszczekało. Czujesz ulgę, że to przecież tylko Burki, pilnują podwórek i cię wyczuły. Mózg dostrzega jednak inne opcje i z zasobów pamięci podsyła ci obraz psów, tych dzikich... a tu są łąki. A jeszcze nie wiesz, co i jak wygląda obok spalonego domu. Może jednak ma tam lokatorów? Jakich?
Odkasłałeś. Nad wyraz głośno. No tak, jesteś większym gabarytowo ssakiem niż szczur czy wilczur, zatem może cię nie ruszą, taki wielki i głośny przecież jesteś. Twoja bitwa ze strachem, twoja taktyka.
Wciąż idziesz. Przechodzisz na prawą stronę, kiedy mija cię samochód jadący do wsi. Nie, kierowca cię nie zapamięta. Widzisz nadwyrężone ogniem i wiatrem mury. Jesteś na miejscu.
Jak głęboko wejdziesz? Ile postawisz na szali, aby wykonać zdjęcie tygodnia? A ile razy dziennie podnosisz z uśmiechem dzieci? Za ile, w najlepszym wypadku, przyjedzie ktoś po wybraniu numeru 112? Licz, przeliczaj, szacuj. Jak bardzo się boisz? Jak bardzo masz rację w tym swoim strachu?
Najgorsze, że wiesz, że codziennie tą trasą ludzie się przemieszczają. Najgorsze, że naczytałeś się książek o podboju dzikich krain, a stoisz, z kalkulatorem wpiętym w statyw i zastanawiasz się, co właśnie mignęło w krzakach. Najśmieszniejsze, że jesteś raptem niecały kilometr od twojego domu.
Przeczytałeś też, że warto wyjść ze swojej strefy komfortu, aby sięgnąć po więcej. Pozdrawiamy coachów. I słyszałeś w jakimś filmie głos dowódcy batalionu żołnierzy, że bez strachu nie ma odwagi, nawet to ostatnio powiedziałeś swojej córeczce, czym dodałeś jej animuszu.
Więc jak będzie?
Taka noc, takie emocje, takie zdjęcia. Na początek dwa kadry.
A jeśli myślicie o nocnej fotograficznej eskapadzie, to ubierzcie się ciepło. Zadbajcie o coś do przekąszenia, najlepiej wysokoenergetycznego. Pamiętajcie też o naładowaniu baterii w swoim kalkulatorze. I miejcie oczy dookoła głowy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz