Chyba lubię sytuacje, kiedy coś mnie mile zaskakuje.
Ostatnia pełnia księżyca była szczególna. Blue Moon, czyli niebieski księżyc, czyli pełnia dwa razy w jednym miesiącu i dodatkowo w Halloween. To ostatnie to ostatnio bodaj 74 lata temu było (poprawcie mnie), więc większa atrakcja. A! Mars jeszcze, tak blisko naszego satelity, też niecodzienne zjawisko.
... tyle że dla fotografa z #kalkulatorem, bez teleobiektywu, taki księżyc to żadna gratka. Za wysoko, za daleko od Ziemi. Ok, może gdybym miał smartfon, którego algorytmy wspierają zdjęcia księżyca i coś tam domalowują, to czemu nie.
No nic, no trudno. Skoro już byłem na tej coraz bardziej zamglonej drodze, to postanowiłem się nie zrażać i zrobić, mimo wszystko, kilka zdjęć. O, może drzewo, jego gałęzie z jemiołą na tle nieba?
Jedną rzecz szybko odkryłem. Księżyc okazał się tak dobrym źródłem światła, że można było bardzo nisko zejść z ISO. Świetnie, mniej potencjalnego szumu będzie!
... a druga wyszła w trakcie przeglądania zdjęć z wyprawy.
Co widzicie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz