Całkiem niedawno opisywałem swoje przeżycia i emocje z nocnej wyprawy między pola na wsi w księżycową, jasną noc. Kto czytał, ten pamięta.
Tl;dr: zamiast ciszy były szumy, trzaski i łomoty, a na koniec szczekanie, być może i dzikich, psów. To wszystko obok mnie. Konkluzja była taka, że jako były mieszczuch, choć przez chwilę, czułem się bezpieczniej na drodze asfaltowej, podręcznym symbolu cywilizacji i ciepłej wody
w kranie.
Jak więc miałem się czuć, kiedy zjechałem do wsi większej, w sam jej środek, a konkretniej - pod miejscowy kościół? Duża budowla, kilka latarni, jakże niepotrzebnych z fotograficznego punktu widzenia, chodniki, droga, sklepy i słynne na całą okolicę disco. Jesteś bezpieczny, jesteś zaopiekowany, to takie jakby małe miasteczko. No i świątynia, żadna bestia ci nie zrobi krzywdy, bo jej tu nie będzie.
To sobie powtarzałem, gdy kątem oka zobaczyłem zwierzę. O, jaka mała, malutka czarna krówka? Czemu nie w oborze, tylko przed kościołem? I jaka szybka! Jak podskakuje!
I... czemu zaszczekała, kiedy jej wielki łeb, z wielką szczęką, obrócił się w moją stronę?
Zaszczekała znowu. Krótka sierść, taka a nie inna kufa, niewidoczny ogon... Wyżeł? Doberman? Gdzieś przez głowę przeleciało, że dobermany mają szczękościsk, ale podobno nie szczekają głośno. To może jednak wyżeł? I czy ma też szczękościsk?
Zobaczył mnie i zaszczekał, kiedy kucałem przy statywie, walcząc z #kalkulatorem i ustawieniami kadru. Wstałem i zmusiłem swoje oszczędnie zbudowane ciało do majestatycznego napuszenia się. Ciemna kurtka nie pomagała w uzyskaniu pozornego gabarytu, czarne jednak wyszczupla. Uznałem, że jak mam polec z przegryzioną aortą, to wolę na stojąco, a nie na kolanach. Ech, człowiek się za dużo "300" naoglądał...
Na szczęście jednak zwierzęta dość poważnie podchodzą do niepstrokacizny, zatem, ku mojemu zaskoczeniu, pies się oddalił, zaniepokojony najwidoczniej.
... pewnym problemem było to, że pojawił się i szczekał obok
mojego auta. A ja nie chciałem wracać na nogach, te marne kilka kilometrów. No jakoś nie.
A co do zdjęć - dobra, może nie powinienem robić Wam projekcji, ale sam nie wiem, co myśleć. Może miałem inne oczekiwania niż to, co zastałem na miejscu? Ciekawy jestem Waszego odbioru, dajcie znać, proszę.
Tu możecie zobaczyć warunki oświetleniowe (i szczęśliwego jeszcze operatora #kalkulatora):
Tl;dr: zamiast ciszy były szumy, trzaski i łomoty, a na koniec szczekanie, być może i dzikich, psów. To wszystko obok mnie. Konkluzja była taka, że jako były mieszczuch, choć przez chwilę, czułem się bezpieczniej na drodze asfaltowej, podręcznym symbolu cywilizacji i ciepłej wody
w kranie.
Jak więc miałem się czuć, kiedy zjechałem do wsi większej, w sam jej środek, a konkretniej - pod miejscowy kościół? Duża budowla, kilka latarni, jakże niepotrzebnych z fotograficznego punktu widzenia, chodniki, droga, sklepy i słynne na całą okolicę disco. Jesteś bezpieczny, jesteś zaopiekowany, to takie jakby małe miasteczko. No i świątynia, żadna bestia ci nie zrobi krzywdy, bo jej tu nie będzie.
To sobie powtarzałem, gdy kątem oka zobaczyłem zwierzę. O, jaka mała, malutka czarna krówka? Czemu nie w oborze, tylko przed kościołem? I jaka szybka! Jak podskakuje!
I... czemu zaszczekała, kiedy jej wielki łeb, z wielką szczęką, obrócił się w moją stronę?
Zaszczekała znowu. Krótka sierść, taka a nie inna kufa, niewidoczny ogon... Wyżeł? Doberman? Gdzieś przez głowę przeleciało, że dobermany mają szczękościsk, ale podobno nie szczekają głośno. To może jednak wyżeł? I czy ma też szczękościsk?
Zobaczył mnie i zaszczekał, kiedy kucałem przy statywie, walcząc z #kalkulatorem i ustawieniami kadru. Wstałem i zmusiłem swoje oszczędnie zbudowane ciało do majestatycznego napuszenia się. Ciemna kurtka nie pomagała w uzyskaniu pozornego gabarytu, czarne jednak wyszczupla. Uznałem, że jak mam polec z przegryzioną aortą, to wolę na stojąco, a nie na kolanach. Ech, człowiek się za dużo "300" naoglądał...
Na szczęście jednak zwierzęta dość poważnie podchodzą do niepstrokacizny, zatem, ku mojemu zaskoczeniu, pies się oddalił, zaniepokojony najwidoczniej.
... pewnym problemem było to, że pojawił się i szczekał obok
mojego auta. A ja nie chciałem wracać na nogach, te marne kilka kilometrów. No jakoś nie.
A co do zdjęć - dobra, może nie powinienem robić Wam projekcji, ale sam nie wiem, co myśleć. Może miałem inne oczekiwania niż to, co zastałem na miejscu? Ciekawy jestem Waszego odbioru, dajcie znać, proszę.
Tu możecie zobaczyć warunki oświetleniowe (i szczęśliwego jeszcze operatora #kalkulatora):
A tu dwa kadry:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz