środa, 4 listopada 2020

nocna droga

 Dziś obiecane kolejne kadry z nocnej wyprawy. Będę do niej wracał, ponieważ było to nader ciekawe doświadczenie.
Kiedy przeglądam wykonane tej nocy zdjęcia, to łapię się na tym, że dzisiaj, teraz, fotografie robione #kalkulatorem mogą być jakości takiej, jakiej łaknęli posiadacze lustrzanek 10-15 lat temu. A przecież wtedy też powstawały prace, nad którymi ludzie się zachwycali. Owszem, jeszcze trochę brakuje do plastyki systemów z wymienną optyką, aczkolwiek coraz mniej jestem przekonany, czy jak ta bariera zostanie zatarta.

Ważne jest, aby przygotować się do takich zdjęć i wykorzystać jak najbardziej sprzęt, jaki się ma. Tak naprawdę, do pewnego momentu, nie ma znaczenia, jakim smartfonem dysponujemy, jeśli pominiemy ekstrema typu telefon sprzed dziesięciu lat. Sądzę, że jeśli mamy model w miarę świeży, to będzie nas ograniczać tylko nasza głowa i umiejętności.

Przyznam, że w przypadku nocnego focenia można poczuć się, jak kanonier na wojnie. Dlaczego? Jest ciemno i ekran nam niewiele pokaże. Zatem strzał, czekamy i patrzymy, w co
udało się nam trafić. Następnie poprawka (w lewo, prawo, ciut do góry) i kolejna próba. Po 30 sekundach naświetlania znowu patrzymy i oceniamy efekty. Nie zazdroszczę perfekcjonistom...
Jest pewne rozwiązanie w związku z taką niedogodnością. Dla samego tylko kadrowania warto skorzystać z innego trybu niż profesjonalny. Szybko odkryłem, że tryb nocny krócej naświetla
i od razu daje podgląd (tak mniej więcej), co będzie widać. Wykonamy kilka operacji więcej
na smartfonie, ale, być może, zaoszczędzimy czas zużyty podczas, mimo wszystko, żmudnego naświetlania. Warto spróbować samemu i zdecydować, czy taka metoda jest dla nas dobra.

A teraz zdjęcia. Uwierzcie, że to ciekawe uczucie, kiedy widzicie dobrze znane miejsca w zupełnie innej odsłonie. Polecam!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz