Wjechaliśmy na drogę gruntową, kiedy ukazał nam się w całej okazałości. "Łysy na pierwszej" - tak, wychowałem się na Dywizjonie 303. Późno już, do domu kilkaset metrów... zwolniłem. Zatrzymałem. Zgasiłem światła.
- A po co jest gasisz? - stereotypowo każdy mąż wie, że nie musi to być tylko pytanie.
- No bo... - fatalnie zacząłem, bez werwy, choć mimo wszystko byłem zdecydowany opuścić pojazd z #kalkulatorem.
- Tak wygląda lepiej, popatrz na śnieg. Zostaw i tak fotografuj.
Wygrałem życie.
... a tu macie, robiony na szybko przez szybę, żonowy backstage ze śnieżnej sesji:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz