Trzymając się tematyki kulinarnej - jest sobie zajazd w okolicach Tuszyna. Skręcamy z głównej w okolicach Łodzi i jedziemy stosunkowo krótko.
Co mamy na miejscu? Duże porcje oraz plac zabaw dla dzieci. Przekonałem rodziców?
Anegdotka:
złożyliśmy zamówienie (rosół, szaszłyki i frytki), wzięliśmy numerek i usiedliśmy. Po chwili przychodzi pan kelner z rosołem i musztardą.
(ja) O, rosół już jest!
(kelner) A coś jeszcze miało być do tego zamówienia?
... kto z Was jada musztardę do rosołu?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz